Ostatnio zaczęłam interesować się hand made. Przeglądając rożne tego typu strony natknęłam się na zakładkę fotografia. I tak oglądałam i oglądałam te zdjęcia, bardzo zresztą ładne, pomyślałam że to przecież sztuczne i wykreowane dla potrzeb fotografa i jego wizji. Jednak trudno nie zacząć porównywać siebie, swojego wglądu do osób na zdjęciach. Ładne twarze, długie nogi, płaskie brzuchy... ohhh. Tak bardzo zazdroszczę kobietom z takim wyglądem. I bardzo chciałabym stać się taką... piękną kobietą. Z jednej strony to moja wina, bo nie robi nic by stać się bardziej atrakcyjna, z drugiej strony to co widać na obrazkach nie jest do końca prawdziwe. I często jest dziełem grafików komputerowych niż samej natury. Tak czy inaczej stare kompleksy wróciły. Ale trzeba maleć pozytywnie, nie nie nie negatywnie :)
Nastał czas wakacji trzeba wziąć się za siebie! Ot co :)
Wujek Google prawdę mówi! ^^
sobota, 7 lipca 2012
sobota, 23 czerwca 2012
sesja, wakacje i praca
Jest 23 czerwca 2012 roku godzina 12:50. Sobota
Do podkreślenia dodam że jest sobota. Sobota, sobota sobota... I co mi z soboty jak czuje się jakby to był poniedziałek! Takie uczucie zawdzięczam magicznemu egzaminowi, który dziś musiałam napisać.No niestety taka karma, takie studia. Ogólnie to został mi jeszcze jeden i miejmy nadzieję, że tylko dwie poprawki, które już mam :/
No ale nie o tym chciałam napisać. Jest końcówka czerwca, dzieci cieszą się z luzu w szkole, planują sobie wakacje. Jednak taki stan nie każdemu jest dany. Np. ja. Nie będzie wakacji w tym roku, będą stuudia i praaaca .....
Hmm... dorosłość- pomyślałam . Tak wydaje mi się że to chyba to. Tak muszą się czuć dorośli, kiedy dzieci cieszą się z wolności i coraz cieplejszych dni, a dorośli pracują w pocie czoła caluśki rok. Zmartwiła mnie trochę ta perspektywa. Czy jest jakiś sposób by się uwolnić z tego marazmu i rutyny? Staram się myśleć że ta dorosłość nie jest taka zła, ale ucząc się o pogłębiającym się kryzysie gospodarczym, oglądając strajki ludności, polityków rozbijających się drogimi autami, czytając o konieczności pracy praktycznie do śmierci, jak tu myśleć inaczej. Jak znaleźć tu jakiś światełko? Takie źródełko optymizmu w tej całej czarnej masie. Ta dorosłość przeraża o.O
Jednak pociesza mnie myśl, że mimo że to wszystko jest tak głupio skomplikowane spotykamy w życiu osoby, które łapią nas za rękę i pomagają znaleźć drogę by czerpać z życia jak najwięcej. Pokazują że to wcale nie musi być takie złe, że trzeba się cieszyć z tych małych rzeczy każdego dnia. Że w końcu będą wakacje, może krótkie, ale będą. Będzie radość i satysfakcja. Będzie to wszystko o czym marzymy. Tylko trzeba trochę chcieć i wierzyć, że jest to możliwe <3
chaotyczne przemyślenia jak mój sposób rozumowania...
Do podkreślenia dodam że jest sobota. Sobota, sobota sobota... I co mi z soboty jak czuje się jakby to był poniedziałek! Takie uczucie zawdzięczam magicznemu egzaminowi, który dziś musiałam napisać.No niestety taka karma, takie studia. Ogólnie to został mi jeszcze jeden i miejmy nadzieję, że tylko dwie poprawki, które już mam :/
No ale nie o tym chciałam napisać. Jest końcówka czerwca, dzieci cieszą się z luzu w szkole, planują sobie wakacje. Jednak taki stan nie każdemu jest dany. Np. ja. Nie będzie wakacji w tym roku, będą stuudia i praaaca .....
Hmm... dorosłość- pomyślałam . Tak wydaje mi się że to chyba to. Tak muszą się czuć dorośli, kiedy dzieci cieszą się z wolności i coraz cieplejszych dni, a dorośli pracują w pocie czoła caluśki rok. Zmartwiła mnie trochę ta perspektywa. Czy jest jakiś sposób by się uwolnić z tego marazmu i rutyny? Staram się myśleć że ta dorosłość nie jest taka zła, ale ucząc się o pogłębiającym się kryzysie gospodarczym, oglądając strajki ludności, polityków rozbijających się drogimi autami, czytając o konieczności pracy praktycznie do śmierci, jak tu myśleć inaczej. Jak znaleźć tu jakiś światełko? Takie źródełko optymizmu w tej całej czarnej masie. Ta dorosłość przeraża o.O
Jednak pociesza mnie myśl, że mimo że to wszystko jest tak głupio skomplikowane spotykamy w życiu osoby, które łapią nas za rękę i pomagają znaleźć drogę by czerpać z życia jak najwięcej. Pokazują że to wcale nie musi być takie złe, że trzeba się cieszyć z tych małych rzeczy każdego dnia. Że w końcu będą wakacje, może krótkie, ale będą. Będzie radość i satysfakcja. Będzie to wszystko o czym marzymy. Tylko trzeba trochę chcieć i wierzyć, że jest to możliwe <3
chaotyczne przemyślenia jak mój sposób rozumowania...
piątek, 1 czerwca 2012
Styl życia
Widzę jakieś burzliwe temaciki są poruszane. Konfrontacja dwóch odmiennych trybów życia. Ja osobiście też nie przepadam za wielkomiejskim szumem.Wole ciche i spokojne przestrzenie, gdzie można być samym z naturą i otaczającym światem, który tętni życiem i jest w nieustannym ruchu i ciągle się zmienia. Żadna chwila nie jest taka sama, zawsze dzieję się coś innego mimo że, może wydawać się na pozór podobna.
Miasto to nieustanny zgiełk, pogoń za czymś. Ludzie są anonimowi, bez jakichkolwiek więzi, wyzbywają się odruchów takich jak pomocy, współczucie zastępuje je agresja i strach.
Aktualnie mieszkam w Bydgoszczy. I widziałam sytuację, które wcześniej, mieszkając w Tucholi znałam tylko z wiadomości. Nie byłam świadoma, że huligaństwo jest na porządku dziennym, że ludzie nie pomagają drugiej osobie jak coś się z nią dzieję (no chyba że bliska osoba), wszyscy przechodzą obojętnie. Niektórzy czasem chcieli by coś zmienić, ale nie wiedzą jak albo boją się.
Jestem świadoma tego, że to co właśnie napisałam jest poglądem bardzo subiektywnym i uogólniającym. Wiem też, że każdy z nas jest inny, ale przecież żyjąc w mieście powinniśmy mieć większą świadomość tego, że w dzisiejszych czasach nie liczy się jednostka jecz ogól, który może sprzedawać lub kupować. Masa, która napędza gospodarkę by czerpać jeszcze więcej...
Wole wrócić do domu, do miejsca gdzie jest zielono i cicho. Gdzie słychać śpiew ptaków i szumiącą rzekę, płynącą za płotem. <3
No i życzę dobrej nocy bądź dobrej zabawy w tą piątkową noc .^
Miasto to nieustanny zgiełk, pogoń za czymś. Ludzie są anonimowi, bez jakichkolwiek więzi, wyzbywają się odruchów takich jak pomocy, współczucie zastępuje je agresja i strach.
Aktualnie mieszkam w Bydgoszczy. I widziałam sytuację, które wcześniej, mieszkając w Tucholi znałam tylko z wiadomości. Nie byłam świadoma, że huligaństwo jest na porządku dziennym, że ludzie nie pomagają drugiej osobie jak coś się z nią dzieję (no chyba że bliska osoba), wszyscy przechodzą obojętnie. Niektórzy czasem chcieli by coś zmienić, ale nie wiedzą jak albo boją się.
Jestem świadoma tego, że to co właśnie napisałam jest poglądem bardzo subiektywnym i uogólniającym. Wiem też, że każdy z nas jest inny, ale przecież żyjąc w mieście powinniśmy mieć większą świadomość tego, że w dzisiejszych czasach nie liczy się jednostka jecz ogól, który może sprzedawać lub kupować. Masa, która napędza gospodarkę by czerpać jeszcze więcej...
Wole wrócić do domu, do miejsca gdzie jest zielono i cicho. Gdzie słychać śpiew ptaków i szumiącą rzekę, płynącą za płotem. <3
No i życzę dobrej nocy bądź dobrej zabawy w tą piątkową noc .^
czwartek, 10 maja 2012
Wsi spokojna, wsi wesoła! :)
Pozytywna energia przepływa między każdą komórką mojego ciała. Wspaniałe uczucie. W piątek nie mam wykładów, także dzisiaj jestem znowu w Tucholi. A Tuchola jest śliczna. Mała, zielona, cicha- w przeciwieństwie do Gdańska. Nie rozumiem ludzi, którzy lubują się w wielkomiejskim klimacie. Pod jakim względem taki Gdańsk jest lepszy od Tucholi? Bo są kluby (w których też nic się nie dzieje, a muzyka jest taka sama, jak w Spichrzu)? Bo są kina (do których student chodzi rzadko, bo większość pieniędzy wydaje na używki, chyba, że jest wtorek i bilet kosztuje 13zł)? Bo są centra handlowe (bądźmy szczerzy- student nie ma kasy na jedzenie, to po co mu centrum handlowe?! chyba po to, żeby się przejrzeć w wystawie)? Bo są ciekawi ludzie (ciekawi do tego stopnia, że tworzą swoje elitarne kółka wzajemnej hipsterskiej adoracji, które pozostają zamknięte dla ludzi mniej ciekawych, czyt. napływowych)? Bo jest komunikacja miejska (ooo, dajmy sobie spokój! jak coś jest daleko, to jedziesz tam godzinę, a jak coś jest blisko, to idziesz z buta 40 minut, ale wiadomo, że nikomu się nie chce iść, dlatego podąża się na najbliższy przystanek 15 minut, żeby jechać kolejne 15 i dotrzeć w okolice owego bliskiego miejsca, do którego trzeba iść jeszcze jakieś 10 minut)? W ten oto magiczny sposób Gdańsk otwiera oczy na piękno Tucholi (nie mówię tu o tubylcach, bo ich jedynym hobby jest obrabianie dupy wszystkim w koło, a raczej o okolice- łąki, lasy, jeziora). Wsi spokojna, wsi wesoła!
piątek, 20 kwietnia 2012
Energetyczna
Przeglądając głupie strony natknęłam się na wyroby z modeliny. przecudne kolczyki i bransoletki ręcznie robione. Może trzeba by było w końcu też się czymś zainteresować i coś zrobić samemu. ;)
http://www.photoblog.pl/innovatory/120885485/943-adidas.html
http://www.photoblog.pl/innovatory/120885485/943-adidas.html
wtorek, 17 kwietnia 2012
Z wizytą w Gd
Trochę wolnego czasu pozwoliło mi w końcu się wziąć w garść i wyruszyć z wizytą do Gdańska. Podróż do- trochę się dłużyła, jednak było warto.^^ Powiem tak, to była wizytka iście w studenckim stylu i jak tylko Tuchola potrafi najlepiej.
Na pierwszą imprezę nie dotarłam z powodu wyczerpania organizmu Joppka ;P Drugi dzień był jeszcze bardziej intensywny. Nocleg u Rudej, kąpiel u Makarona, wizyta na zaspie u chłopaków z byłej IIIb i przechadzka na plażę w Gdańsku. Dalej impreza w clubie Kwdratowa (chyba tak to się nazywało). No to muszę powiedzieć była szalona zabawa prawie do rana i do momentu aż sił starczyło ;) Następny dzień też był ciekawy mimo że, Ruda trochę się obraziła i opuściła mnie i Agę na rzecz wizyty w kinie. (poszła na Titanica w 3D :p ). Potem znowu byłyśmy u chłopaków z zaspy i znowu na plaży. Tu obraził się na nas Polsol :( No cóż taka karma. Ale nie obraził się na długo. Na drugi dzień już ze mną rozmawiał ;)
Ciekawy był też powrót do domu. W pociągu z mnóstwem kibiców Lechii Gdańsk i policjantami w pełnym uzbrojeniu. No a pomiędzy nimi mała Ja :p
Te wydarzenia na długo zostaną w mojej pamięci. Na pewno ;) I mam nadzieję na szybką powtórkę. Może teraz w Bydgoszczy?
Na pierwszą imprezę nie dotarłam z powodu wyczerpania organizmu Joppka ;P Drugi dzień był jeszcze bardziej intensywny. Nocleg u Rudej, kąpiel u Makarona, wizyta na zaspie u chłopaków z byłej IIIb i przechadzka na plażę w Gdańsku. Dalej impreza w clubie Kwdratowa (chyba tak to się nazywało). No to muszę powiedzieć była szalona zabawa prawie do rana i do momentu aż sił starczyło ;) Następny dzień też był ciekawy mimo że, Ruda trochę się obraziła i opuściła mnie i Agę na rzecz wizyty w kinie. (poszła na Titanica w 3D :p ). Potem znowu byłyśmy u chłopaków z zaspy i znowu na plaży. Tu obraził się na nas Polsol :( No cóż taka karma. Ale nie obraził się na długo. Na drugi dzień już ze mną rozmawiał ;)
Ciekawy był też powrót do domu. W pociągu z mnóstwem kibiców Lechii Gdańsk i policjantami w pełnym uzbrojeniu. No a pomiędzy nimi mała Ja :p
Te wydarzenia na długo zostaną w mojej pamięci. Na pewno ;) I mam nadzieję na szybką powtórkę. Może teraz w Bydgoszczy?
wtorek, 3 kwietnia 2012
Już niedługo Święta
Wielkanoc jest najważniejszym świętem w kościele. Jedna jakoś bardziej wolę Gwiazdkę. No, ale święta to święta ;) Będzie wolne. Ja mam aż 11 dni wolnego *.* Z tej okazji zaplanowałam już wizytę w Gdańsku. Odwiedzę Rudą i Makarona :) Muszę zobaczyć jak tam się im wiedzie :)
Jak zobaczę ich uczelnie to pewnie się rozpłaczę... Mój wydział wygląda jak taka stara szkoła podstawowa, ale przynajmniej ludzi fajni ;)
Wstawię jakieś focie. Sama jestem ciekawa jak zmieniły się dziewczyny ;) ...nigdy nie ma czasy się spotkać.
Jak zobaczę ich uczelnie to pewnie się rozpłaczę... Mój wydział wygląda jak taka stara szkoła podstawowa, ale przynajmniej ludzi fajni ;)
Wstawię jakieś focie. Sama jestem ciekawa jak zmieniły się dziewczyny ;) ...nigdy nie ma czasy się spotkać.
Hmnmm... taki jakby suchar?!? -.- no matter :p
Subskrybuj:
Posty (Atom)


