FERIE to ciekawe zjawisko. Jedyne co można o nich powiedzieć to to, że szybko się kończą. Tak jak wszystko co niezwiązane ze szkołą. Prowadzenie boga zobowiązuje do pisania długich, bezcelowych i zdecydowanie niepotrzebnych notek jak widać poniżej. I sama nigdy bym się za to nie zabrała, gdyby nie to, że zostałam przymuszona (tu pozdro dla Juchy) do tejże kompromitacji przez Makarona. I cóż tu niby pisać o tych feriach? To, że się szybko kończą nie jest jakimś spektakularnym odkryciem. Właściwie wszystko dobiega końca, a świat to podobno w 2012 roku. Wskazuje na to rzekomo kalendarz majów, który kończy się właśnie w tym roku. Ale co tam, skończy się majów, a zacznie się czerwców. I na co nam to, skoro i tak załapiemy się na maturę z matmy.
Niby pisanie długich notek powinno przychodzić od tak łatwo, w końcu ma się wprawę w laniu wody. Jednakże co innego pisać 4 strony pod presją, na temat mongolskich temudżynów i funkcjach mazurka, a co innego pisać w ferie o niczym na blogasku. No to jak Wam ogólnie płyną te ferie? Byliście na czymś fajnym w kinie?
A tak BTW(tu pozdro dla Bendixa) dorwałam się wreszcie do „Bękartów wojny”. Pomijając warstwę dydaktyczną i historyczną, której ten film nie ma, muszę stwierdzić, że Tarantino znowu dał radę. Serio polecam! A co do trudnych wyrazów, zauważyłam, że mnóstwo ludzi lubi je używać, praktycznie nie znając ich znaczenia(tu ukłon dla mnie). I co tam, korzystajcie z ferii póki trwają i kupujcie ładne prezenciki na osiemnastki. Trochę się już ich posypało w styczniu a to dopiero początek.:) Tym optymistycznym akcentem zakończę tego posta. Pozdro500 dla styczniowych solenizantów.
PS z dwojga złego zdecydowanie wolę czytać głupoty, niż je pisać
Ale to tak na marginesie
Bawta, się, bawta…
….jak to powiedział kiedyś pewny wujek, na penym weseluJ